BAJKOTERAPIA 2015 - prezentacja bajek

„Jeden początek, wiele zakończeń”

W pewnym miasteczku mieszkała sobie dziewczynka imieniem Zuzia. Chodziła do przedszkola i miała kochających rodziców. Była wesolutka i szczęśliwa.

Pewnego dnia po powrocie z przedszkola do domu, pobiegła szybciutko do swojego pokoju, wzięła na ręce swojego ulubionego, brązowego pieska pluszowego Medora i podzieliła się z nim wiadomością, że…..

1.

…się zakochała w przystojnym Adasiu, który lubi pluszowe misie i bardzo kocha swoją rodzinę. Mama Adasia pozwoliła mu nocować u Zuzi. Kiedy nadszedł wieczór, który Adaś miał spędzić u Zuzi w domu, rodzice zaczęli zachowywać się bardzo dziwnie.

Podczas gdy dzieci oglądały film o kosmitach w drzwiach nagle stanęła mama i zaczęła śpiewać „ Ach śpij kochanie….” Po chwili wszedł tata ubrany w żółte kalesony i zaczął krzyczeć:

- Ratunkuuuuu, kosmici nas atakują.

Adaś nie czekając dłużej uciekł do domu przerażony i zawsze już przyglądał mi się podejrzliwie.

                                                                            Hania

2.

…wyjeżdżają na kilka dni do babci, a do nich przyjeżdża ciocia i niestety Medor musi zostać. Zuzia bardzo prosiła mamę, że zabrać misia ale ta była nieubłagana.

Podczas drogi do babci Zuzia była bardzo smutna ale najgorzej było wieczorem kiedy trzeba było iść spać. Zuzia długo nie mogła zasnąć zaczęła płakać. Niestety tata musiał wrócić bo Medora, żeby uspokoić córkę. Dopiero mając przy boku pluszowego misia dziewczynka zapadła w głęboki sen.

                                                                                 Natalia

3.

…ze dziś do przedszkola przyszedł nowy chłopiec. Był niewielki i miał czarne, kręcone włosy. Dziewczynka próbowała się z nim porozumieć ale niestety on mówił tylko w kółko:

- What, What?

Gdy opowiedział to później rodzicom okazało się, ze wychowawczyni Zuzi mówiła, ze do ich grupy dojdzie chłopiec, który nie mówi w języku polskim bo mieszkał w Anglii. Jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym a nim zaopiekowała się babcia.

Tata zaproponował Zuzi, ze nauczy ją kilku zwrotów w języku angielskim co z pewnością ułatwi jej nawiązanie z nowym kolegą znajomości.

Następnego dnia Zuzia zapytała chłopca jak ma na imię i skąd pochodzi. Okazało się, że nowy kolega ma na imię Anton i czuje się trochę samotny wśród nowych kolegów i koleżanek.

Sytuacja Z Antonem sprawiła, że dziewczynka chętnie uczyła się nowego języka a na dodatek znalazła super kolegę do zabawy.

                                                                                       Ewa

Mały pajączek ciężko zachorował . Wiele dni przeleżał w szpitalu. Często myślała o swoich kolegach, tęsknił za nimi. Marzył o wspólnych zabawach, rozmowach nie mógł się doczekać, kiedy wróci do domu i wreszcie pójdzie do szkoły. No, jesteś prawie wyleczony- powiedział pewnego dnia doktor- Musisz się tylko jak najszybciej nauczyć chodzić o kulach, bo Twoje nóżki jeszcze są bardzo słabe. E- pomyślał sobie pajączek- To nic wielkiego, nauczę się tego, a potem wrócę do domu, do szkoły i będę już zawsze z moimi kolegami. Wszystkie ćwiczenia wykonywał z wielką chęcią i energią, nieraz ścierał pot z czoła, przezwyciężał ból, ale się nie poddawał.

1.

…Kilka dni później Beniek wyszedł do domu ze szpitala. W szpitalu wprawdzie chodził o kulach ale w domu….

Ale co tam, nic gonie obchodziło . Nie zważając na zalecenia lekarza chodził bez kuli, mama prosiła go, żeby uważał ale niestety nie słuchał.

Pewnego dnia po lekcjach , najlepszy kolega Beńka poprosił go, żeby razem z nim poszedł gdyż chce mu coś pokazać. Poszedł chociaż mama na niego czekała i na pewno będzie się martwiła. Chłopcy bardzo dobrze się bawili, biegali po łące, huśtali się na gałązkach wierzby. Zupełnie stracili poczucie czasu.

Kiedy zorientowali się, że czas wracać do domu było już bardzo późno. Mama Beńka była bardzo zmartwiona i powiedział synkowi, ze bardzo się na nim zawiodła. Mały pajączek nie wiedział co zrobić, żeby mama przestała się gniewać.

Następnego dnia wracając do domu, Beniek nazbierał polnych kwiatów i przeprosił mamę za swoje zachowanie. Mama przytuliła synka i znowu pajączek był szczęśliwy.

                                                                                Aleksandra

2.

…mały pacjent pracował tak przez osiem tygodni. Jednak w końcu nauczył się chodzić o kulach. Następnego dnia wypisano pajączka ze szpitala i odwieziono do domu. Kiedy wrócił do szkoły wszyscy go witali i cieszyli się, że pajączek jest cały i zdrowy. Całe popołudnie pajączek bawił się kolegami, Aż zrobiło się ciemno i czas było wracać do domu. Wieczorem leżąc sobie w swoim łóżeczku mały pajączek myślał jak bardzo był samotny leżąc tam w szpitalu sam i jak dużo ma szczęścia mając tylu cudownych przyjaciół.

Przyjaźń jest jednak bardzo ważna.

                                                                                       Szymon

Mały kotek samotnie wracał ze szkoły. Ciągnął łapkę za łapką wolno, jakby ospale. Był smutny, nic go nie cieszyło, czuł się bardzo nieswojo. Niechętnie prychał na inne przechodzące obok zwierzęta. Nagle nadleciał malutki motylek i nad samym nosem kotka zrobił okrążenia, jedno, drugie, trzecie. Chyba mi się przygląda- pomyślał kotek i łapką próbował odgonić motylka. Ale ten wcale nie odlatywał, tylko krążył, krążył i jak samolot kreślił znaki w powietrzu. Kotek patrzył i patrzył, jak zaczarowany, w piękny lot motyla. A ten wzbił się wyżej, jakby chciał dolecieć do słońca i nagle zniknął mu z oczu za wysokim ogrodzeniem. Zaciekawiony kotek zbliżył się do płotu, wdrapał się po deskach i znalazł w ogrodzie . Rozejrzał się dookoła. Było tam pięknie, rosły wysokie owocowe drzewa sięgające koronami do nieba, a małe krzaczki , jakby przy nich przycupnięte, trzymały się ich jak najmniej spódnicy. Rosły też kolorowe kwiaty, które jak dywan pokrywały cały ogród. Kotek poczuł zapach ziemi, kwiatów, krzewów i drzew. Pociągnął mocno noskiem i …

1.

…delektował się różnorodnością zapachów, ale wtedy poczuł coś jeszcze… to było jakby… cos co mały kotek lubił… Uniósł puchata główkę i zobaczył uroczy biały domek z którego właśnie wydobywał się ten dziwny a zarazem smakowity zapach. Kotek wszedł do domu przez uchylone okno. Obaczył zadbane, trochę staromodne wnętrze.

Wyszedł drzwiami po przeciwnej stronie pokoju. Jego oczom ukazał się drugi pokój w którym była dziewczynka i jej matka. Kotek zaskoczony cofnął się ze strachem powrotem za drzwi ale dziewczynka i tak go zauważyła. Podbiegła i krzyknęła:

- Ależ przecudny ten biały kotek, możemy go przygarnąć? Proszę mamo, możemy?!

- Na razie tak, ale pod warunkiem, że zrobisz ogłoszenia , wywiesisz je, żeby upewnić się, że nikt go nie szuka.

- Dobrze.

Dziewczynka uradowana podbiegła do kotka i chciała go pogłaskać ale on przestraszył się jej kapci, które były w kształcie otwartych psich mord.

Dziewczynka z lekkim smutkiem usiadła do komputera i zabrała się za ogłoszenia. Kotek nadal bardzo zaskoczony tym co się stało rozpoczął spacer po domu.

Dziewczynka opiekowała się kotkiem, ale pech chciał, że za każdym gdy chciała go pogłaskać albo zauważał muchę i odskakiwał by ja złapać, albo mama dziewczynki zamykała okno więc musiał się śpieszyć by wyjść.

Pewnego razu gdy kotek niechcący drapnął dziewczynkę, bardzo się przestraszyła i zaczęła płakać.

– On mnie nie lubi…

Wtedy kotek podszedł do dziewczynki i przytulił się. Dziewczynka przestała płakać i też przytuliła kotka.

                                                                                  Helenka

Życie może stać się bajką

Autorka: Zuzanna Sobkowiak 

…4 lata temu…

Tak naprawdę niewiele pamiętam. Mama krzyczała, Marek płakał, a tata tylko hamował i próbował zapanować nad kierownicą. Wpadliśmy w poślizg. To była kwestia sekund. Myślałam, że już po mnie. Myliłam się… to oni zginęli; brat już na miejscu, a rodzice zaraz po nim w szpitalu.

A ja? Ja przeżyłam. Miałam tylko złamaną nogę na którą do tej pory kuleję. Jedyna pamiątka po rodzinie.

…Moje życie w sierocińcu…

Teraz mam już 13 lat, jak na mój wiek jestem bardzo chuda, niska, ale  ładna. Mam 157cm wzrostu, oczy koloru niebieskiego, długie po pas, blond włosy i zgrabną sylwetkę. Przed wypadkiem chodziłam na gimnastykę artystyczną, ale nawet jak zamieszkałam z dziadkami nie było to już możliwe ze względu na moją kontuzję. Mimo, że od prawie 3 lat mieszkam w domu dziecka mam wielu przyjaciół z „zewnątrz” i babcię. Gdyby nie to, że mój dziadek zmarł rok po wypadku nie byłoby mnie tutaj. Dziadek utrzymywał nas i miał samochód, a po jego śmierci babcia nie dawała sobie ze mną rady. Mimo, że wiem iż dziadek Franek cały czas nade mną czuwa, a babcia Krysia odwiedza mnie co 2 tygodnie czuję się bardziej samotna niż inne dzieciaki z tego miejsca. Tutaj nie mam żadnych znajomych, a przyjaciele mają trochę daleko do mnie, bo muszą przejechać aż 55km. Dobrze, że w ogóle ich mam, bo większość tracąc rodzinę straciła wszystkich znajomych. Oczywiście są takie dzieci, które są odwiedzane przez kolegów i koleżanki z dawnej szkoły, ale jest to niewielka grupka, ponieważ dom dziecka zbudowany jest w samym środku lasu.

Jak zawsze rano muszę pokłócić się z Natalią- jedną z moich lokatorek, moją rówieśniczką. Kłótnia idzie zawsze o to samo;  czas w łazience. Celowo wstaję 5 minut wcześniej niż ona, ale i tak ma do mnie pretensje. Mój przesiedziany czas w łazience to średnio 15 minut, a ona ma kolejne tyle. Niestety Asia- moja druga lokatorka, starsza od nas o rok- zawsze zostawia po sobie bałagan, a zaczyna lekcje szybciej niż my oby dwie, więc z racji tego, że jestem przed Natalią to ja muszę sprzątać. Każda poranna kłótnia wygląda mniej- więcej tak:

- Zuska! Wyłaź już!- zawyła Natalia waląc w drzwi- Spóźnię się!

- Zaraz wyjdę!- zawołałam.

- Pospiesz się! Ile można czekać! Co ty tam robisz?- krzyczała, ale ja już jej nie słuchałam. Weszłam pod prysznic i rozluźniłam się pod ciepłą, bieżącą wodą. Dobrze, że chociaż to mają. Ten dom dziecka wygląda trochę jak szkoła z internatem. Tylko, że tam dzieci mają do kogo wrócić, a my po wyjściu jesteśmy już pełnoletni i rozpoczynamy nowe życie (chyba, że wcześniej ktoś nas zaadoptuje).

Jak zwykle spóźniłam się na pierwszą lekcję, a Natalka w ogóle ją sobie odpuściła. Ona najwyraźniej nie przejmuje się tym, że potem jedynym uzasadnieniem nieobecności jest tłumaczenie się nauczycielowi w jego gabinecie. Spóźniałam się już wiele razy, ale tym razem pani Majewska nie była już taka wyrozumiała. Po matematyce kazała mi zostać po lekcjach i zaczęła mnie wypytywać:

-Który to już raz!? Który!?- moja matematyczka z pewnością przekroczyła już sześćdziesiątkę, ale wydzierała się mocniej niż półroczne dziecko-Ile ty masz lat? Siedem? Osiem?- nie czekała na odpowiedź- Nie jesteś już pierwszo, czy drugoklasistką! Nie jesteś! Masz 13 lat i wymagam od ciebie tyle co od każdego 13-letniego dziecka!

- P-pani Bar-Barbaro…

-Milcz! Nie przerywaj mi!

- Przepraszam- nauczycielka spojrzała się na mnie surowo. Spuściłam głowę i zaczęłam wpatrywać się w podłogę.

- Patrz na mnie jak do ciebie mówię. Albo wiesz co? Idź już. Nie chcę cię więcej widzieć!

-Do widzenia- powiedziałam cicho, prawie niesłyszalnie. Nauczycielka nie odpowiedziała. Może i tym lepiej. Nie chciałabym usłyszeć z jej ust coś obraźliwego, a tutaj nauczyciele są do tego jak najbardziej zdolni.

…Mam rodzinę…

Jeszcze tego samego dnia tuż po ostatniej lekcji (był to język angielski, ale nie ma to większego znaczenia) wydarzyło się coś dziwnego. Gdyby ktoś miałby mi o tym powiedzieć wyśmiałabym go. Kiedy wychodziłam z sali ostatnia, zderzyłam się z dyrektorką. Powiedziałam „dzień dobry”, ale nie odpowiedziała. Była bardzo zdenerwowana i zajęta rozmową przez telefon. Pani od języka angielskiego była wice-dyrekcją więc zdarzało się też często, że nie było jej na lekcjach, albo wychodziła z nich wcześniej (przez co jestem dosyć słaba, a moja średnia to 3+). Kobiety nie zwracały na mnie uwagi. Dyrektorka podała telefon pani Dąbrowskiej, a do mnie machnęła tylko ręką abym zamknęła za sobą drzwi. Ja jednak nie zamknęłam ich do końca, ale uchyliłam lekko i zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie. Nie słyszałam co mówiła osoba po drugiej stronie, ale dyrektorki co chwila wyrywały sobie telefon, więc pani Zawadzka( ta główna dyrekcja) powiedziała; „Włącz na głośno mówiący”. I w tedy wszystko usłyszałam:

-Czy Zuzanna jest już powiadomiona o moim istnieniu?- zapytał głos z telefonu. Domyśliłam się, że to mężczyzna i, że chyba chce się ze mną spotkać. W naszym sierocińcu zasady są następujące; osoba chcąca adoptować jakieś dziecko podpisuje papiery z danymi osobowymi i wyjaśnia dlaczego akurat z tym dzieckiem chciałaby się zapoznać. Wtedy dostaje 2 dni na czas stwierdzenia czy da radę i czy na pewno podejmuje tą decyzję adopcji. Potem jest jeszcze coś tam, ale zapomniałam co. Rozmowa ciągnęła się dalej, a ponieważ żadna z kobiet nie odpowiedziała mężczyzna powtórzył swoje pytanie:

-Czy Zuzanna jest już powiadomiona o moim istnieniu?- zapytał ponownie. Można było dostrzec, że mężczyzna traci cierpliwość. „Szybko wpada w złość”- pomyślałam.

-Nie- odpowiedziały kobiety zgodnie. Teraz rozmowę kontynuowała już tylko pani Zawadzka- Panie Olszewski, ostatnio… mamy… mamy lekkie problemy z Zuzanną- powiedziała.

-Jakie znowuż problemy!?- zirytował się mężczyzna.

-Dziewczynka słabo się uczy i coraz częściej się spóźnia- odpowiedziała niepewnie kobieta.

-To chyba nie stanowi problemów w adopcji? Wypełniłem już wszystkie dokumenty dawno temu i chcę aby dziewczynka wiedziała o mnie!

-Proszę pana. To nie zależy od nas. Nie możemy…

-Kobieto, zlituj się!- zawołał- Niech pani nie udaje wielkiej królowej, bo w każdej chwili mogę sprawić, że będzie to pani ostatni dzień pracy! Jestem wujkiem Zuzi i mam prawo się z nią widzieć! Proszę natychmiast ją powiadomić, że w czwartek, ten czwartek przyjadę do ośrodka! Do widzenia!- po czym rozłączył się, a ja z szeroko otwartymi oczyma wróciłam do pokoju.

Przy odrabianiu lekcji nie mogłam się skupić chociażby przez 10 minut. Cały czas myślałam o tym moim wujku. Dlaczego dopiero teraz się mną zainteresował? Dlaczego nic o nim nie wiedziałam i dlaczego tak bardzo walczy o prawo do mnie? Te i wiele innych pytań nie dawały mi spokoju aż do wieczora, bo w tedy do naszego pokoju zapukała pani Zawadzka.

- Dobry wieczór dziewczynki- powiedziała dyrektorka. Gdybym nie wiedziała jaką rozmowę przeprowadziła 3 godziny temu kobieta pomyślałabym, że przyszła tu z powodu moich spóźnień lub ocen Natalii- Natalio, Asiu, czy mogłybyście pójść na chwilkę do koleżanek obok. Chciałabym porozmawiać z Zuzią- zapytała uprzejmie kobieta.

-Dobrze pani dyrektor- odpowiedziały równo po czym wstały ze swoich łóżek i wyszły zamykając bezgłośnie drzwi. Zanim jeszcze zapukały do koleżanek obok słychać było jak Asia pytała się Natalki „Jak myślisz? Co nabroiła”. Na to Natalka coś odpowiedziała, ale ja nie słyszałam już co, bo Kobieta usiadła przy mnie na łóżku i zaczęła mówić;

- Zuzanno…- Chciałam powiedzieć „ Wiem, wiem o co pani chodzi”, ale wstrzymałam się. To mogłoby jeszcze bardziej przedłużyć moje czekanie na spotkanie z wujkiem. Nie wiem dlaczego, ale przeczuwałam, że to dobry mężczyzna, a po za tym wolę adopcję niż kolejne 5 lat siedzenia tutaj no chyba, że wujek okaże się ze złej strony i mi się nie spodoba- Chciałabym ci powiedzieć coś co już dawno powinnam była zrobić. Trzy miesiące temu…- przerwała. Zaczęła wpatrywać się we mnie ze zdziwieniem- Zuzanno, czy masz mi coś do powiedzenia?- zapytała podejrzliwie.

- Nie proszę pani- powiedziałam udając ziewnięcie- jestem już zmęczona- powiedziałam.

-Dobrze. Przepraszam- zaśmiała się cicho pod nosem- myślałam, że… Ale to nie możliwe. Nie ważne- wyprostowała się. Po chwili zaczęła rozmowę od początku- Trzy miesiące temu zgłosił się do nas mężczyzna, twój wujek.

- Wujek?- udałam zdziwienie co chyba mi nie wyszło, bo dyrektorka spojrzała na mnie i powtórzyła ostatnie swoje dwa słowa.

-Twój wujek. Nie cieszysz się?

- Ależ oczywiście, że się cieszę, ale dlaczego dopiero teraz pani mi o tym mówi? Czy nie powinnam się z nim przypadkiem spotkać na próbę, aby sprawdzić czy chcę z nim zamieszkać?

-Ze względu na to, że to twoja rodzina, nie. Jutro o 9.00 przyjeżdża po ciebie. Masz więc wstać rano i przygotować się do wyjazdu.

-Co mam ze sobą zabrać? Jedyne co moje to pamiętnik, maskotka i książka z baśniami od babci. Reszta jest u niej w domu.

-To zabierz to co powiedziałaś, że twoje- odpowiedziała poważnym tonem kobieta.

-A śniadanie?

-Śniadanie zjesz ze wszystkimi. O 8.55 masz czekać pod moim gabinetem i razem wyjdziemy ze szkoły. To wszystko. Tu masz pudełko na twoje rzeczy. Dobranoc. Możesz zawołać też twoje lokatorki i opowiedzieć im o wszystkim, jeśli oczywiście zechcesz- dodała, uśmiechnęła się i wyszła. Chciałam powiedzieć. Nareszcie jestem w czymś od nich lepsza (oprócz ocen).

Po pochwaleniu się moim „koleżankom”, zanim jeszcze poszłam spać, wyrwałam stronę z pamiętnika i całą zapisałam słowami „Jutro mój szczęśliwy dzień”.

…Wujek…

Tak jak mi zapowiedziano wujek przyjechał po mnie. Wszystko co wydarzyło się od godziny 7.00 było magiczne. Ostatni poranek w tym ponurym pokoju, ostatni prysznic w tej łazience i ostatni posiłek w tym nie sympatycznym miejscu. Nie będę ukrywać; nie lubię i nigdy nie lubiłam tego miejsca. Bardzo się cieszę, że to już moje ostatnie chwile w tym budynku.

Jechaliśmy chyba wieczność. Wujek ostrzegał mnie, że to daleka droga, ale nie mówił ile czasu, a jechaliśmy już prawie 3 godziny. Mimo, że poznaliśmy się dziś rano mieliśmy sobie masę rzeczy do opowiedzenia. Wujek Radek był bardzo miłym i gadatliwym człowiekiem. W samochodzie nie było ani jednej cichej chwilki, a my co chwila opowiadaliśmy sobie coś nowego. W końcu wujek powiedział;

- Za dziesięć minut będziemy w Poznaniu.

-Ojejku! Nie mogę się doczekać!

- Ja też. Rozpakujesz się i pojedziemy do sklepu- oznajmił zadowolony.

- Po co?- zapytałam.

-Jak to po co? Musimy urządzić ci pokój.

- Będę mogła sobie sama urządzić pokój?

- Jasne, że tak!

- To gdzie rozpakuję ciuchy?

- W sumie racja. Pojedziemy najpierw do sklepu.

- Wujku?- zapytałam zmieniając temat- dlaczego rodzice nic mi o tobie nie mówili?- wujek westchnął i pokręcił lekko głową- mam dużo czasu, więc nie możesz wymigać się gadką „To długa historia”- zaśmiał się lekko.

- Twoja mama odkąd ty i Marek się urodziliście… Straciłem z nią kontakty. Pokłóciliśmy się i nawet nie powiem ci o co, bo po prostu nie wiem- po czym włączył kierunkowskaz i skręcił w lewo. Naszym oczom ukazało się wielkie centrum handlowe, a na nim pełno reklam: RESERVED, C&A, CROPP, EMPIK i wiele innych sklepów, a na samym środku poniżej było wielkie wejście do sklepu z wyposażeniem meblowym- Proszę bardzo, księżniczko- powiedział i zaparkował na jak najbliższym wejściu miejscu parkingowym.

W sklepie było tyle mebli! Bez problemu urządziłam sobie cały pokój. Wujek powiedział mi, że mogę wybrać co chcę i tak zrobiłam. Spodobało mi się łóżko z jednego już urządzonego na pokaz pokoju i sprzedawca powiedział, że dostarczą je razem z innymi meblami za 3 dni. Oprócz tego wybrałam sobie wielką, białą szafę, do której mimo mojej ilości ciuchów pozostawionych u babci i tych z sierocińca mogę zmieścić wiele innych rzeczy np. książki lub nawet samą siebie, a wujek znalazł dla mnie wielkie szklane biurko. Przez ostatnie kilka godzin wydawało mi się, że śnię. Nie dość, że mam wujka, a dowiedziałam się o nim z dnia na dzień to jeszcze daje mi wszystko; radość, szczęście i uśmiech na twarzy czego nie miałam od jakiegoś roku. W dodatku dzięki niemu będę miała zapewnioną przyszłość. Powiedział, że jeśli tylko zechcę zapisze mnie do prywatnej szkoły, a w przyszłości opłaci studia.

Kiedy wychodziliśmy ze sklepu zagadnęłam wujka;

- Co się stało kiedy zerwaliście kontakty?- powróciłam do dawnego tematu.

- Jak to co? A co się mogło stać? Widziałem was tylko dwa razy w życiu, bo za trzecim już się pokłóciliśmy.

- Naprawdę nie pamiętasz o co poszło?- zapytałam- Proszę, nie widziałam moich rodziców, ani nawet nie słyszałam od czterech lat, a skoro ty się pokłóciłeś z  moją mamą to chyba wiesz jakie to jest okropne uczucie.

- Bliźniaki często się kłócą, a zwłaszcza takie dorosłe. Ale zrozum dziecko, nawet najbliższa rodzina nie jest ze sobą zawsze szczera- powiedział najwyraźniej kończąc rozmowę i parkując na wielkim, ślicznym ogródku białego domku- Oto  mój dom. Chodź do środka- powiedział po czym wyszedł z samochodu, przeszedł na moją stronę i pomógł mi wstać.

Dom był prześliczny: wielki stół na samym środku salonu i telewizor powieszony wysoko, prawie pod białym sufitem. Firany były czarne, a cały salon wyglądał jak bardzo unowocześniony styl wojenny, bo wszystko było tylko w wielu odcieniach czerni i bieli. Kuchnia wyglądała jakby należała do zupełnie innego domu. Była malutka, ale przestronna. Na pomarańczowych ścianach widniały naklejki z wielkimi napisami typu; Kuchnia to mój świat, Poddaj się gotowaniu i jeszcze 10 innych. Tu też był stół. Następnie poszliśmy do łazienki. Wujek powiedział, że to nic szczególnego i, że nie ma tu co oglądać. Miał racje, łazienka wyglądała jak każda inna tylko tyle, że była większa. Potem weszliśmy na piętro. Była tam druga, taka sama łazienka i 5 pokoi.

-Ten pierwszy na prawo jest twój, a mój jest zaraz naprzeciwko.

-A te 3 pozostałe?- zapytałam.

- One… jeden z nich to czytelnia. Mam masę książek.

-Który to?- zapytałam. Zastanawiałam się jakie ma książki. W dzieciństwie uwielbiałam brać książki taty i udawać, że czytam, chociaż nic nie rozumiałam.

- Ten obok ciebie.

- A te obok ciebie?- zapytałam wskazując na dwa zamknięte pokoje. Westchnął.

- Słuchaj. Przepraszam, że nie powiedziałem ci wcześniej. Kiedyś miałem żonę, syna i córkę.

- Ojejku. Dlaczego wszyscy w naszej rodzinie giną lub umierają?- pociągnęłam nosem. Nie czułam smutku z powodu śmierci ciotki i kuzynów. Nie znałam ich, ale przez to poczułam tęsknotę do rodziców i dziadka, no i współczułam wujkowi.

-Oni nie umarli. Rozwiedliśmy się tego samego roku, którego wydarzył się ten wypadek. Dokładnie miesiąc po.

- A dzieci?- zapytałam mimo, że domyślałam się odpowiedzi.

- Poszły z mamą. Wiadomo, że nikt nie zastąpi opieki matki- powiedział uśmiechając się lekko pod nosem- odwiedzam je w każdy weekend co dwa tygodnie i zabieram gdzieś na lody albo po prostu spędzamy razem czas w domu.

- Czy będę miała okazje spotkać się  nimi?- zapytałam.

- Jasne. Z córeczką będziesz dogadywała się doskonale. Urodziła się 7 miesięcy po tobie, a chłopiec ma 9 lat.

-Ale super! Będą tu przyjeżdżać?

- Jedziemy po nich w tą sobotę, a w niedzielę odwozimy ich i zostajemy na obiad.

- Czyli jednak nie jest pomiędzy wami tak źle- powiedziałam. -Oczywiście tobą i ciocią.

-Nie jest. Po prostu… to ciężkie tematy. Nie zrozumiesz tego.

- Oki. Spoczko, rozumiem. To znaczy… nie rozumiem… ale rozumiem. Och. No wiesz o co chodzi?!- zaśmialiśmy się głośno. Po chwili mężczyzna zapytał się;

- Jesteś głodna?

- Raczej zmęczona. Gdzie będę spać póki nie przywiozą mi łóżka?

- Na materacu. Może być?

- Jasne. Ostatnio spałam tak tylko u koleżanki. Cały czas się wierciłyśmy, aż w końcu zrobiłyśmy dziurę i spałyśmy na podłodze. Miałyśmy suuuuper zabawę - powiedziałam po czym znowu się roześmialiśmy.

- No to super. Tylko nie rozwal od razu materaca, bo nie będziesz miała gdzie spać- zagroził mi śmiesznie palcem, ale wiedziałam, ze zaraz wybuchnie śmiechem. Nie myliłam się. Zrobił to, a ja zaraz po nim. Wujek był extra!

…Kuzyni…

W sobotę już o 5.30 słyszałam jak wujek żeruje w kuchni. Przyzwyczaiłam się, że to poranny ptaszek, ale nie przeszkadzało mi to. Odkąd zabrał mnie z tamtego miejsca czuje się jak w bajce. Mogę robić co chcę (oczywiście w granicach rozsądku), a on bardzo się o mnie troszczy. Lubi gotować więc moje talerze po śniadaniu, obiedzie, czy kolacji po skończeniu posiłku zawsze są puste. Niedaleko domu jest park do którego często chodzę czytać. Wiem, że w domu jest cisza, ale tam jest tak ślicznie. Zaraz po śniadaniu zapytałam się wujka czy mogę tak pójść, a on odpowiedział „Jasne. Za 2 godziny jedziemy po Zosię i Jaśka”. Im więcej czasu z nim mieszkałam tym bardziej go kochałam. Był dla mnie jak tata. Nie rozumiałam dlaczego rodzice go nie lubili…

O 8.30 byliśmy już w drodze do Lubonia. Zostało nam już jakieś 15 minut drogi kiedy wujek zapytał się mnie:

- Kiedy ostatnio byłaś w kinie?

- Nie pamiętam dokładnie. Dwa lata temu? Jedyne co pamiętam to to, że nasza nauczycielka języka angielskiego była naszą wice-dyrektorką i zorganizowała wszystkim wyjście do kina na film w języku angielskim. Nie rozumiałam zbyt wiele, więc nie było to coś co bardzo mnie uszczęśliwiło. Potem już nigdy więcej nie wychodziliśmy do kina.

- A czy miałabyś ochotę pójść z Zosią? Ona wiedziała już od dwóch miesięcy, że będę chciał cię zaadoptować i bardzo chciałaby pójść z tobą na jakiś film.

- Ależ oczywiście, że chciałabym z nią pójść!- wykrzyknęłam. Nawet zapomniałam na chwilę o tym, że został jeszcze Jasiu, ale po chwili sobie przypomniałam- A co z Jasiem?

- Zabiorę go na jakiś film dla chłopców. Przecież nie będzie z wami oglądał Barbie!- zaśmiał się. Spojrzałam się na niego ostro- żartowałem!

Film był super. Poszliśmy też na pizzę. Potem pojechaliśmy z powrotem do Poznania, a ja spędziłam najlepszy dzień w moim przeklętym do tej pory życiu od śmierci bliskich z moją nową przyjaciółką. Tak jak przeczuwał wujek dogadywałyśmy się doskonale. Miałyśmy dużo wspólnych tematów np. szkoła.

- Kiedy idziesz do nowej szkoły?- zapytała.

- Nie wiem. Chyba w następny poniedziałek. Twój tata musi jeszcze coś tam podpisać.

- Boisz się?

- Trochę- odparłam i usiadłam na ławce, ale szybko się podniosłam- Brrr. Zimne!- zaśmiała się. Miała takie samo poczucie humoru jak ojciec.

- Ale w jakim sęsie?- rzuciła się na stertę liści. Ja zrobiłam to samo. Była już późna jesień więc liści było bardzo dużo.

- No nie wiem. Chyba bardziej boję się tego, że wyśmieją mnie z powodu braku rodziców i tego domu dziecka. Wiesz o co chodzi- westchnęłam. Zosia objęła mnie swoim ramieniem.

-Nie płacz- powiedziała- nie ma ludzi bez nieszczęść. Tylko, że ty…- zawahała się. Chyba nie wiedziała co powiedzieć żeby mnie nie zrazić- ty miałaś wielkie nieszczęście- zakończyła. Po chwili ciszy i szeptania mi do ucha „ Wiesz, że oni cię kochali” zagadnęła zmieniając temat:

- Chodźmy na zakupy! Potrzebuję nowej sukienki i ty na pewno też.

- Na co mi sukienka?

- Dziewczyno!- zawyła- I ty się jeszcze pytasz? Żeby inne zazdrościły ci w szkole!

- Dlaczego miałyby mi zazdrościć?- dopytywałam się.

- Nie wiem. No chodź...- te jej słodkie oczka i usta złożone w mały dziubek bezbronnego pisklaka nie pozwoliły mi odmówić.

- No dobrze. Idziemy.

Tak minął weekend. Już pierwszego dnia naszej znajomości zrobiłyśmy sobie wielkie piżama-party. Byłyśmy takie zgodne. Tak bardzo chciałyśmy być wszędzie razem. To było coś wspaniałego. Mój wujek dawał mi tyle szczęścia i radości. Nie chodziło mi nawet o prezenty, które od niego dostawałam, ale o samą miłość, którą mnie obdarowywał. To było coś cudownego. To była bajka.

…Rok później…

Przyzwyczaiłam się już do nowej szkoły. Teraz mam dobre oceny, wiele przyjaciół i chłopaka, którzy są razem ze mną i nie zważają na moją przeszłość. Z dawnymi przyjaciółmi nadal utrzymuję kontakt telefoniczny, a do babci jeździmy co miesiąc. Ze względu na moją przyjaźń z Zosią spotykamy się co tydzień tylko, że na zmianę; raz u nas, raz u nich. Wszystko się ułożyło, zaczęłam życie od początku. Wujek na czternaste urodziny kupił mi pieska, Tofika. Ten mały urwis jest tak roztrzepany, że przegryzł mi cały kapeć na wylot i urwał głowy wszystkim swoim zabawką.

 Moja historia wiele mnie nauczyła: w życiu nigdy nie jest idealnie, ale to od nas zależy, co się w nim wydarzy. 

„Szkoła na  kółkach”

Była  sobie dziewczynko o imieniu Ola. Chodziła do trzeciej klasy. Któregoś dnia pani Kinga powiedziała, że będziemy mieć sprawdzian z języka polskiego. Ola bardzo się stresowała przed sprawdzianem. Na szczęście jej starsza siostra Ewa powiedziała, że jej pomoże.  

Następnego dnia Ola i Ewa usiadły do biurka i zaczęły razem się uczyć. W czwartek na  drugiej lekcji pani Kinga rozdała sprawdziany. Wtedy Ola zobaczyła, że to sprawdzian dla czwartoklasistów. Ola zawołała panią Kingę:

- Olu zaraz poszukam sprawdzianu dla Ciebie- powiedziała nauczycielka.

- Ojej niestety nie mam już. Jutro Ci go przyniosę i odrobisz go w domu.

Po lekcjach Ola przyszła do domu niezadowolona. Weszła do pokoju w którym siedziała jej siostra Ewa, która spytała co się stało?

- Pani Kinga dała mi zły sprawdzian i jutro będę musiała go napisać w domu..

Następnego dnia wróciła do domu ze sprawdzianem, otworzyła drzwi, a jej pies Sebastian wyrwał jej z ręki sprawdzian. Wtedy Ola pobiegła za Sebastianem. Ale Sebastian szybko uciekał do skrzynki pod tapczanem. Nareszcie piesek  oddał kartkę i Ola mogła wykonać zadanie.

I tak się zakończyła historia Oli.

                                                                                                                                                       Autorzy:

Hanna Witek            

Kajetan Wiszniewski                                                                                                                                     Klasa 2d

„Opowieść o złotej rybce”

       część 1

Był sobie rybak z żoną . Pewnego dnia poszedł na ryby i ……..

Nagle coś złapało się w sieć. Założę się że to ryba. – powiedział uradowany rybak. Wyciągnął sieci i okazało się, ze to nie była ryba, tylko meduza. Była wielka, różowa i przeźroczysta.  Rybak zdziwił się, skąd w takim zimnym morzu wzięła się meduza. Chciał ją wyciągnąć z wody by pokazać żonie, ale była za ciężka. Krótko zastanawiał się , co z nią zrobić gdy nagle meduza się zmniejszyła. Gdy wziął ją do ręki, lekko go oparzyła i został po tym ślad. Wyglądał jak falująca gwiazdka. Trochę bolało. Wyrzucił meduzę do wody a wtedy meduza pomachała do niego i miło się uśmiechnęła. To było dziwne. Wrócił do domu  i  pokazał żonie rękę i opowiedział jej o swojej przygodzie na morzu. Żona zdziwiła się ale była tez smutna, bo znowu nie było co jeść. Rybak umył ręce i usiadł do stołu. Dostał od żony mała miskę kaszy, gdy ją dotknął by zacząć  jeść kaszy zrobiło się coraz więcej i więcej aż zaczęła się wysypywać. Przestało dopiero jak puścił miskę. Jak dotknął drugą ręką nic się nie działo. Okazało się, ze jego ręka ze śladem od meduzy jest zaczarowana. I tak samo działo się ze wszystkim do jedzenia czego dotknął. Gdy następnego dnia wypłynął na łowy złapał znów jedną mała rybkę, ale gdy trzymał sieć to potem nagle zrobiło  się ich więcej i więcej. Było ich tak dużo, że aż za dużo tylko dla niego i żony że postanowi otworzyć sklep z rybami i innymi rzeczami do jedzenia. Rybak od tej pory łowił ryby i nosił warzywa, owoce i mąkę do sklepu a żona je sprzedawała a czasami biednym rozdawała za darmo.  Od tej pory nie brakował im na życie i nie dokuczał im ani głód ani bieda. A sklep nazywał  się „Pod szczęśliwą meduzą”.

                                                                                                           Ania

część 2

Przed wielu laty na dalekiej wyspie żył sobie bardzo  biedny rybak wraz z żoną. Zimny arktyczny wiatr bezlitośnie smagał ich chatynę. Gdy pewnego dnia jak zwykle rybak poszedł nad morze znalazł żółty kamień. Rybak wziął go do ręki i poszedł do domu. Żona nie była ucieszona ale gdy się przyjrzała poszli do przyjaciela Antka. Antek znał się na minerałach. Antek powiedział że to złoto. Wszyscy poszli do miejsca w którym go znaleziono. Okazało się że niedaleko była jaskinia pełna złota. Ukrywali to w tajemnicy ale się wydało. Mieszkańcy wioski przychodzili tam szukać złota. Nawet sąsiednie kraje się przyłączyły. Wioska zamieniła się w bogate miasteczko.

Ale nie na długo. Okazało się, że nie było już złota. Na ulicach było dniowo kilkanaście kradzieży, bójek o złoto. Ten kto miał złoto uciekał z wioski, ale czym prędzej ukradziono je. Wybuchła wojna wszyscy walczyli o złoto. Rząd wziął sprawy w swoje ręce i wysłał wojsko.

Gdy wojna rozgorzała rybak wraz z żoną i przyjacielem Antkiem uciekli z wyspy. Spakowali się i popłynęli łódką na kontynent. Popłynęli do jakieś wioski i żyli długo i szczęśliwie.

                                                                                                       Szymon

część 3

Pewnego dnia rybak złowił złotego, małego rekinka. Rekin powiedział mężczyźnie, że chciałby być zabrany na ląd. Biedny rybak zabrał zwierzę na brzeg. Bohater dał człowiekowi trzy życzenia. Rybak myślał o swoim wędkowaniu. Pierwsze jego życzenie

było o zdobyczach, czyli na brzeg przypływają wszystkie pyszne, jadalne, zdrowe ryby. I po kilku minutach były setki, a nawet tysiące ryb. Wieczorem żona rybaka nie mogła uwierzyć to co złowił. Na początku myślała, że on ma szczęście, ale po tygodniu wiedziała, że wszystko załatwił to złoty rekin. Bohater wiedział, że jego sekret został odkryty. Następnego dnia rybak prosił o jego, nową, wymarzoną żonę. Po minucie zobaczył piękną kobietę, a rekin zjadł na obiad byłą żonę rybaka. Trzecie życzenie postaci, dotyczyło, żeby mieli pracę. Po sekundzie mężczyzna sprzedawał zwierzęta, a kobieta była lekarzem. Małżeństwo żyło sobie długo i szczęśliwie.

                                                                                    Tomasz

część 4

Przed wielu laty na dalekiej wyspie żył sobie bardzo biedny rybak wraz z żoną. Zimny arktyczny wiatr bezlitośnie smagał ich chatynkę, świszcząc w szczelinach. Wiecznie zmrożona ziemia, obojętna na głód zamieszkujących ją ludzi, nie chciała dawać plonów i nikt w wiosce już nawet nie próbował jej orać. Dlatego biedny rybak co dzień wyprawiał się nad morze  z własnoręcznie uplecioną siecią i cierpliwie czekał aż złapie się w nią jakaś ryba. Następnego ranka rybak wybrał nad morze i zobaczył coś, dziwnego ryby które były w morzu zaczęły podskakiwać. Spojrzał przed siebie i zobaczył kota który pomagał mu łapać ryby. Rybak wstał i pogłaskał kota  

 - chcesz jedną rybkę? -powiedział kot    

 - ty mówisz

 - a co myślałeś że zwierzęta nie mówią?

Rybak oszołomiony tym zdarzeniem wrócił do domu.

- słuchaj Mariola, widziałem kota który mówi!

- to przynieś go do naszego domu, będzie nam łapał myszy.      

- dobrze już idę !

Rybak poszedł po  kota:

- co się stało? - zapytał kot

- przyjdziesz do naszego domu żeby łapać nam myszy? - zapytał się rybak            

 - oczywiście, a więc prowadź-powiedział z dumą kot

Gdy doszli do domu ,Mariola wstała z krzesła

- ale ładny, ciekawie czy będzie nam łapał mszy?

-będę, będę mnie martwcie się już o to - powiedział kot

Mijały dni, miesiące, lata kot rósł, a Mariola i rybak nie mieli już ubogiej chatynki tylko duży lśniący dom. Rybak zarabiał trochę więcej, Mariola nie kłóciła się już nim i cieszyła się ze swojego szczęścia.                                                                    

- Mariola myślę, że ten kot jest magiczny, przez niego wszystko się zmieniło.        

 -to dobrze, chociaż jesteśmy szczęśliwi!                                                 

                                                                                                                         Ania

część 5

Pewnego pięknego, wiosennego dnia, gdy słońce świeciło, ptaki śpiewały rybak jak zwykle wybrał się nad rzeczkę by złowić rybkę. Lecz tego dnia mimo, że pogoda była jak nigdy dotąd rybak nie miał ani trochę nadziei. Po ostatnich dwóch dniach bez jedzenia nie miał już sił. Biedny rybak czekał i czekał, aż wreszcie zauważył, że coś lśni w jego sieci! Na początku myślał, że to złudzenie lecz po chwili ujrzał jednak wielką, złocistą kulę!

„Będę bogaty”- pomyślał sobie - „Będę bogaty”.

- Wróciłem!

- To dobrze. Masz rybę na śniadanie?

- Mam coś o wiele lepszego! ZŁOTO!

- Co? Złoto?

- Tak złoto. Jeszcze dziś pójdę je sprzedać i będziemy bogaci! Nasze śniadania będą wyglądały jak trzy nasze kolacje!

- Nie wierzę! Idź, pospiesz się!

I rybak wybiegł czym prędzej z domu zapominając nawet o sandałach i kapeluszu ze słomy.

- Dzień dobry. Chciałbym wymienić to - rybak wskazał kulę mieniącą się złotem- na coś co sprawi, że będę bogaty i chwalony przez wszystkich mieszkańców naszego miasta.       

- Wie pan, że mam coś w tym stylu. Prosty układ: ja dostanę złotą kulę, a pan złote monety.

- Dobrze, zgadzam się. A konkretnie ile monet ma pan na myśli?

- Pięćdziesiąt.

- Osiemdziesiąt.

- Sześćdziesiąt pięć.

- Zgoda.

Po wymianie rybak szczęśliwy wrócił do domu, a kula  została u bogatego kupca, w skrzyni, przez wiele, wiele  długich lat… Aż do czasów obecnych, kiedy w sklepie z antykami skrzynię znalazł Krzysztof Ręb. Jest on wdowcem z szesnastoletnią córką i psem o imieniu Tofik. Krzysztof całe dnie spędza w pracy, polegającej na dbaniu o miasto. Jest to jego obowiązek, ponieważ Krzysztof to prezydent.
- Cześć kotku. Wróciłem.

- Cześć tato! Myślałam, że dziś znów spędzisz cały dzień w tym swoim nudnym biurze.
- Nie dziś. Dziś mam wolne, żeby razem z tobą świętować Twoją szesnastkę i dlatego przyniosłem Ci tą złotą kulę. Zawsze kiedy będzie Ci mnie brakowało w domu to właśnie ta kula będzie Ci przypominać o mnie.

- Dziękuje tato, ale czy to oznacza, że znów wyjeżdżasz? -Jutro, ale to dopiero jutro i tylko na trzy dni.

- Tylko?!? Chyba aż trzy dni! Tato ja już nawet nie potrafię zliczyć ile razy ty tam byłeś! Pewnie znowu wyjeżdżasz do Berlina tak?!? Nie ja już nie mam siły! Rób co chcesz!

- Zosiu…

- Nie! Zostaw mnie!

Dziewczyna pobiegła do pokoju, zamknęła się na klucz i zaczęła płakać. Krzysztof nie wiedząc co ma robić usiadł na kanapie i zamilczał…

Po trzech godzinach Zosia wyszła z pokoju, podeszła do mężczyzny i przytuliła go mówiąc:
- Tato, ja nie chciałam. To twoja praca i jesteś tam potrzebny, a ja nie mam na to wpływu.
- Nie córeczko to ja Cię przepraszam. Za dużo czasu spędzam w pracy, ale tak jak mówisz jestem tam potrzebny. A dzisiejszy dzień spędzę z tobą i tylko z tobą.
Po czym jeszcze mocniej się przytulili i według planu Krzysztofa całą resztę dnia spędzili razem. Zwiedzili różne zabytki miasta i świetnie się bawili. Następnego dnia rano Zosia obudziła się bez taty w domu. Wiedziała, że wyjeżdża rano, ale spodziewała się, że o siódmej zdąży się z nim jeszcze pożegnać. Niestety, Zosia położyła się znów ze złocistą kulą w dłoniach i załkała:

- Jak ja bym chciała, żeby mój tata wrócił tu jeszcze dziś wieczorem i powiedział mi, że już nigdy więcej nie będzie musiał wyjeżdżać.

Kula mocniej zaświeciła, lecz nagle znów wróciła do normalnego oświetlenia.
Tofik wszedł na łóżko dziewczyny i wtulił się w nią ze współczuciem. Wiedział co czuje jego właścicielka. Był wyjątkowo mądrym psem, więc wiedział nawet dlaczego Zosia ma takie odczucia.

Kiedy dziewczyna właśnie szykowała obiad dla siebie i przekąskę popołudniową dla Tofika zadzwonił telefon.

- Cześć kotku! Chciałem Ci tylko powiedzieć, że przyjeżdżam dziś wieczorem i żebyś czekała na mnie z kolacją. Paa.

Zosia wpół zachwycona, a wpół zdziwiona tym, że tata przyjeżdża czym prędzej pobiegła do pokoju i zaczęła krzyczeć z radości. Zastanawiała się jednak jak to możliwe, że jej tata tak nagle wraca z bardzo ważnego wyjazdu i to z niewiadomych przyczyn. Nie miała jednak ochoty na domyślanie się tej przyczyny…
Kiedy Krzysztof wrócił do domu powiedział córce coś w co sam nie uwierzył kiedy mu to powiedziano

- Córeczko, kochanie powiedziano mi, że odwołali spotkanie i, że załatwią to jutro w biurze. A najlepsze jest to, że już nigdy więcej nigdzie nie wyjadę!

- Tato to niesamowite! Naprawdę!?!

- Na serio!

Krzysztof przytulił Zosię, a ona rozpłakała się ze szczęścia. Była pełna radości, lecz po kolacji natychmiast położyła się do łóżka mimo, że nie było jeszcze nawet dwudziestej i przytulając do siebie Tofika i złocistą kulę rozmyślała jak to możliwe. Przecież to nie możliwe, żeby zasady miasta zmieniły się w ciągu kilku godzin. Chyba, że… Dziewczyna spojrzała na psa i wzrokiem wskazała kulę.
- Nie, to nie możliwe - pomyślała dziewczyna i zasnęła.

Następnego dnia wstała wyjątkowo późno, a to źle dla niej, bo jutro ma pierwszy dzień szkoły po wakacjach. Czym prędzej wstała, ubrała się, zjadła śniadanie i zaczęła zastanawiać się jak to możliwe. Nie przeszkadzało jej to, że tata znów jest w domu, wręcz przeciwnie, cieszyła się. Jednak nie dawało jej to spokoju. Ciągle myślała i myślała, ale do głowy przychodziła jej tylko jedna myśl. Ta sama co poprzedniego wieczoru: Magia...

- To nie możliwe, niemożliwe…- mawiała Zosia sama do siebie. Bez skutku. Wciąż ta sama myśl:

„Magia, magia, magia”- Przeklęte słowo –myślała dziewczyna - Zachowuję się jak dziecko, ale to nie możliwe, a może… - jej myśli plątały się jedna przez drugą. W końcu zdecydowała spróbować ponownie. Wzięła kulę, przytuliła ją i powiedziała życzenie:
- Chciałabym pluszowego misia. - kula zaświeciła mocniej, a po chwili znów świeciła jak dawniej. Na kanapie zaś leżał wielki, pluszowy miś.

- To nie możliwe! Tofik masz nową zabawkę!

Zadowolony Tofik rzucił się na misia i natychmiast wybiegł z pokoju. Zosia stała na środku pokoju i wpatrywała się w kulę…

- Tato, tato nie uwierzysz! Ta kula sprawiła, że nie jesteś tu ze mną, ą nie na wyjeździe!

- O, dzięki kulko.

- Tato! To nie są żarty! Nie wierzysz mi to patrz!

Dziewczyna sięgnęła po kulę, przytuliła ją i powiedziała:

- Chciałabym pluszowego misia.

Kula zaświeciła, a po chwili wróciła do normalnego oświetlenia. Na kanapie pojawił się pluszowy miś.

- To nie możliwe!

- Możliwe…

I tak zakończyła się ta historia. Zosia wyrosła na wzorową uczennicą, a Krzysztofa ogłoszono najlepszym prezydentem…

I żyli długo i szczęśliwie…

Zuzanna

część 6

Przed wielu laty na dalekiej wyspie żył sobie bardzo biedny rybak wraz z żoną.

Zimny arktyczny wiatr bezlitośnie smagał ich chatynkę, świszcząc w szczelinach.

Wiecznie zmrożona ziemia, obojętna na głód zamieszkujących ją ludzi, nie chciała dawać plonów i nikt w wiosce już nawet nie próbował jej orać. Dlatego biedny rybak co dzień wyprawiał się nad morze z własnoręcznie uplecioną siecią i cierpliwie czekał, aż złapie się w nią jakaś ryba.

Pewnego pochmurnego poranka gdy rybak jak zwykle zarzucił sieci, na dnie zaiskrzyło się coś wielkości pudełka od cygar.

Rybak wyciągnął z wody tajemniczą figurkę przedstawiającą człowieczka z rękami uniesionymi do góry. Jego martwe, rubinowe oczy wpatrywały się gdzieś w dal nie wyrażając żadnych uczuć. Rybak zadowolony ze swojego znaleziska ruszył z powrotem do domu, jednak gdy postąpił pierwszy krok usłyszał głos zupełnie jakby ktoś szeptał mu do ucha straszliwym i bardzo rozbawionym głosem : 

- Ach ty głupcze jesteś taki chciwy i samolubny zupełnie jak twoja uparta i lekkomyślna żona! - rybak panicznie przestraszony trzasnął o ziemię statuetką, lecz ona zatrzymała się tuż przed upadkiem i wróciła z powrotem do ręki rybaka

- Ha ha ha! - zaśmiał się człowieczek.

Rybak wstrząśnięty swoją sytuacją zaczął biec przed siebie nie zważając na nic.

Jak najdalej, byle tylko jak najdalej!...

Zadzwonił budzik. Jack przeciągnął się i ziewnął z niezadowoleniem. Był poniedziałek godzina 07:02. Chłopiec wstał, ubrał się, zjadł śniadanie i umył zęby. Nałożył plecak na plecy i wyszedł z domu. Tata Jacka był marynarzem i rzadko bywał w domu. Mama pracowała jako pielęgniarka. Jack miał też starszą siostrę, którą niezbyt lubił miała na imię Erica. Erica była kolekcjonerką pamiątek, figurek i innych bibelotów.

Jack szedł do szkoły, która znajdowała się ulicę dalej. Nagle zatrzymał się. Jego uwagę przykuł bezdomny szaleniec. Pchał przed sobą wózek z różnymi śmieciami, a na samym jego szczycie leżała bursztynowa figurka. - Skąd w wózku u zwykłego bezdomnego wzięła się tak drogocenna rzecz?- pomyślał Jack. -Pewnie ta figurka i tak nie jest jego własnością, więc nic się nie stanie jeśli ją sobie wezmę. Nieznajomy widząc zainteresowanie chłopca, udając zawstydzenie odszedł dalej zostawiając wózek na środku chodnika. Jack skorzystał z okazji, doskoczył do wózka i wziął w ręce bursztynową statuetkę. Nawet nie zauważył, że rybak złośliwie uśmiechnął się pod nosem. Chłopiec uradowany postąpił pierwszy krok, lecz wtedy usłyszał głos zupełnie jakby ktoś szeptał  mu do ucha straszliwym i bardzo rozbawionym głosem:

-Złodziej, złodziej! He, he nie pozbędziesz się już mnie! Jesteś przeklęty na zawsze! Staniesz się szaleńcem tak jak on! Widzisz? Jak on, he, he!

-Przecież to nie możliwe! -wykrzyknął chłopiec- To niemożliwe!

-Ależ możliwe! Jedynym sposobem na pozbycie się mnie jest czekać aż znajdzie się ktoś taki naiwny jak ty i z własnej woli ci mnie zabierze!

Jack przestraszony nie na żarty wyrzucił figurkę jak najdalej i zaczął uciekać w miejsce gdzie demon nigdy go nie znajdzie. Mylił się jednak, bo nagle poczuł w dłoni coś chłodnego, nawet nie musiał na to patrzeć, ponieważ od razu wiedział co to jest .

-Ha, ha mówiłem ci już przecież idioto, że nigdy się już mnie nie pozbędziesz.

Jack zadrżał ze strachu i osunął się na ziemię. Głos nie przestawał krzyczeć mu do ucha potwornych rzeczy. Chłopiec jednak nie należał do tych co łatwo się poddają. Wstał z ziemi rozdygotany i zły. Bardzo zły. Wtedy wpadł na świetny pomysł. Pocieszony i pełny nadziei pobiegł pędem do domu. Wiatr świszczał mu koło uszu. Biegł prosto po asfaltowej drodze. W rytm jego kroków rozbawiony człowieczek naśmiewał się z niego, obrażał wszystkich tych których Jack kochał, a czasami krzyczał złośliwie:

-Szybciej, szybciej! Wio stary rumaku! Jeszcze tylko daleko! He, he, he!

Gdy Jack dotarł do domu, wziął siekierę taty i z całej siły odrąbał głowę figurce. Lecz gdy spojrzał na swoje dzieło zobaczył swoje ukochane szczenię - Reksia. Obok zamordowanego zwierzaka leżała bursztynowa statuetka i śmiała się szyderczo.

-Nieeeeeeeeee!!! Nieeeeeeeeee!!! Wszystko tylko nie to! Nieeeeeeeeee!!! -wrzasnął Jack i z płaczem przytulił Reksia. - Reksiu! Mój kochany piesku...

-Tak! Tak! Właśnie tak! He, he! Głupi właściciel głupi i pies! He, he! Dobre! Słyszałeś to? Słyszałeś? - zapytał - Głupi właściciel głupi i pies. He, he. Głupi właściciel głupi i pies. He, he.- podśpiewywał demon rytmicznie - Jesze refren... O już mam: Beksa la la la la la la Bek sa sa bek!

Potwór ze śmiechem śpiewał ułożoną przez siebie piosenkę. Jack słysząc jak figurka naśmiewa się z czyjejś śmierci poczuł do niej taką nienawiść, że chętnie by się zabił. Zaczął z wielkim żalem wykopywać grób dla szczeniaczka. Gdy dół był już dostatecznie głęboki Jack ostrożnie uniósł w dłonie pieska, lecz nagle przez głowę przemknęła mu pewna myśl. Chłopiec z wahaniem odłożył martwe ciało na ziemię, wrzucił do grobu statuetkę, a na nią krwiste ciało Reksa. Szybko zasypał dołek przykrył kamieniami i pobiegł do swojego pokoju. Zasłonił rolety, zamknął drzwi na klucz, przystawił do drzwi biurko i odetchnął z ulgą. Był bezpieczny. Zmęczony klapnął na łóżko. Położył się, owinął kocem i westchnął z zadowoleniem. Obrócił się na bok i wtedy zobaczył, że na jego poduszce leży bursztynowa statuetka cała w piasku i krwi. Jej rubinowe oczy zabłysły w półmroku.

                                                                                          Helena

prev next